NIEZALEŻNA TELEWIZJA DRUGIEGO OBIEGU - Platforma Wideo Gazety Polskiej

Wspominamy Panią red. Krystynę Grzybowską

Kanał YouTube: Gazeta Polska VD

Redakcja vod: Ze ściśniętym sercem i przez łzy wspominamy Panią red. Krystynę Grzybowską... Dziękujemy za wszystkie chwile spędzone z nami, dziękujemy za Pani mądrość, dziękujemy za to, że korzystaliśmy z Pani wiedzy, talentu i umiejętności. Wieczny odpoczynek racz dać Jej Panie.
Film opublikowany na YT 11 mar 2013 "Ona ma 20 lat - Krystyna Grzybowska". Marta Jeżewska zaprasza na Jubileuszową Galę "Gazety Polskiej". Krystyna Grzybowska o początkach współpracy... To bardzo kochana gazeta i czuję się w niej wolna, nikt mi nigdy niczego nie skreślił, ani nie zdjął.

Nie żyje Krystyna Grzybowska - znana publicystka i dziennikarka, współpracująca m.in. z „Gazetą Polską”, „Niezależną Gazetą Polską – Nowe Państwo”, portalem „wPolityce.pl” i dawniej z tygodnikiem „Wprost”. Informację o śmierci dziennikarki potwierdziła jej córka Aleksandra Rybińska. Krystyna Grzybowska była wdową po śp. Macieju Rybińskim. Krystyna Grzybowska urodziła się 31 grudnia 1940 r. w Wilnie. Podczas stanu wojennego po 13 grudnia 1981 r. nie przeszła pozytywnej weryfikacji politycznej przeprowadzanej przez władze komunistyczne wobec dziennikarzy i wyemigrowała do Niemiec. W latach 90. była korespondentką „Rzeczpospolitej” w Bonn. Po powrocie do Polski związała się z redakcjami m.in. „Gazety Polskiej”, „Niezależnej Gazety Polskiej – Nowe Państwo”, z tyg. "Sieci", portalem „wPolityce.pl” i dawniej z tygodnikiem „Wprost”. Informację o śmierci Krystyny Grzybowskiej podała jej córka. „Zmarła moja mama dziennikarka i publicystka Krystyna Grzybowska. Proszę o modlitwę” – napisała na facebooku Aleksandra Rybińska. Krystyna Grzybowska była żoną zmarłego w 2009 r. dziennikarza Macieja Rybińskiego. Wraz z córką, Aleksandrą Rybińską, zaangażowana była w działalność Fundacji im. Macieja Rybińskiego, przyznającej nagrodę "Złotej Ryby" młodym, zdolnym twórcom felietonów. Krystyna Grzybowska słynęła ze swoich jakże trafnych analiz i mocnych tekstów. W tych smutnych okolicznościach przypominamy jeden z jej felietonów z tygodnika "Gazeta Polska" z numeru 47 z 20 listopada 2013 roku. Trzeba przyznać, że z perspektywy lat czyta się go z jeszcze większym poruszeniem: Elita – to brzmi dumnie, ale my nie mamy już elit. Te, co zostały i wychowały godnie swoje potomstwo, nie są dopuszczane do stanowisk, nie mają żadnych przywilejów – przeciwnie, są tępione z zajadłością chwilami większą niż w czasach komuny. Z prawdziwym podziwem, połączonym z przerażeniem, obserwuję najazd lewactwa i ideologii gender na moją ojczyznę. Z podziwem, bo wysiłek tej bandy wykolejeńców na rzecz wykolejenia społeczeństwa nie wart jest jednej tęczy ani jednej feministki, ani tym bardziej celebryty, bo nasz naród nie da się zawojować przez obce siły, jak się to już zdarzyło wielokrotnie w historii. Polacy, być może, są mądrzy po szkodzie, rzecz w tym, że wbrew nadziejom tzw. cywilizacji zachodniej nie są już głupi przed szkodą. A to jest najważniejsze. W ciągu kilku zaledwie lat rządów mafii tzw. liberałów w naszym kraju, czyli ludzi nastawionych na zabezpieczenie swoich własnych interesów, doszło do zmasowanego ataku na wolności obywatelskie, przede wszystkim na wolności konserwatywne oraz na wolność sumienia i wyznania. Niektórzy z nich wierzą, że czynią dobrze, bo zwalczając te wolności, dostosowują III RP do standardów cywilizacji europejskiej, konkretnie unijnej. Żeby nie trzeba było się wstydzić przed zagranicą. Więc trzeba się śpieszyć, by dorównać. I wtedy do głosu dochodzi nasze polsko-słowiańskie chamstwo, wpojone nam przez rosyjskiego i sowieckiego zaborcę, a prezentujące się w gazetach, telewizjach i internecie. To są ci, którzy uwierzyli w swoją „tęczową misję”. Wtórują im i wspierają cyniczni politycy, dziennikarze i urzędnicy, którzy w tę misję nie wierzą, a nawet się jej boją, bo demoralizacja innych nie boli, boli demoralizacja własnego dziecka i pozbawienie go nadziei na uczciwe, etyczne życie. I tak nie powinno dziwić, że prezentujący się na zewnątrz tzw. liberałowie wysyłają swoje dzieci do szkół katolickich, co obserwuje się ostatnio w Wielkiej Brytanii i innych krajach UE, w nadziei że unikną ostatecznego zeszmacenia się i utopienia w bezrozumnej masie. Ci ludzie dla zachowania posad, przywilejów urzędniczych i uczestniczenia w systemie władzy udają, że lewactwo jest najlepszą ideologią pod słońcem, deklarują tolerancję dla wszelkich dewiacji i swoją pogardę dla „moherów”, ludzi śmiało i odważnie wyrażających sprzeciw wobec nadchodzącego szaleństwa. I w ten sposób pod zgrzebne strzechy naszej wsi – bo wszak ze wsi się wywodzimy, w tym atakujący publiczność głupotą i złym wychowaniem celebryci – zawitały chamstwo i cynizm prezentowany przez elity. Elita – to brzmi dumnie, ale my nie mamy już elit. Te, co zostały i wychowały godnie swoje potomstwo, nie są dopuszczane do stanowisk, nie mają żadnych przywilejów – przeciwnie, są tępione z zajadłością chwilami większą niż w czasach komuny. A to dlatego, że nasza poprawność polityczna dysponuje potężną siłą medialną. Świat poszedł naprzód i dokonał potężnego skoku w dziedzinie cywilizacji technicznej, przy równoczesnym cofaniu się cywilizacji europejskiej, to znaczy chrześcijańskiej. Dziś mało kto wie, co oznacza dwanaście gwiazdek na błękitnej unijnej fladze. Otóż projektant tej flagi wzorował się na dwunastu gwiazdach z Cudownego Medalika znanego z objawień Matki Bożej św. Katarzynie Labouré. A jeden z założycieli Unii Europejskiej, Robert Schuman, był gorliwym katolikiem, uczestniczył w codziennym porannym nabożeństwie.  I co teraz zrobić z tym niewygodnym symbolem, skoro w Parlamencie Europejskim rozważa się zaprowadzenie zmian obyczajowych, a także praw umożliwiających aborcję bez względu na wiek kobiety i płodu, gorliwie broni praw gejów, lesbijek i innych płciowych odmieńców. Może zastąpić go tęczą, symbolem tychże warstw, albo wstawić do środka czerwoną gwiazdę, co już się prawie udało jakiemuś marksiście-leniniście.
Źródło: niezalezna.pl