Skip to main content

Jakub Śpiewak - ZAKUPY

Redakcja vod: oglądając tego żałosnego pajaca nie bardzo wiadomo, czy śmiać się czy płakać. Chyba najlepiej potraktować to jako ostrzeżenie dla następnych naiwnych. A na komentowanie tak żenującego indywiduum dosłownie szkoda słów...
Jakub Śpiewak, prezes (upadającej) fundacji zajmującej się zwalczaniem pedofilii, na własne przyjemności wydawał pieniądze przekazywane przez darczyńców na pomoc dzieciom. Ten sam, który zasłynął z żałosnego naigrywania się z ofiar katastrofy smoleńskiej. "Nie interesuje mnie, czy Władimir Putin i Angela Merkel osobiście strzelali niedobitkom w głowy” - pisał jeszcze niedawno na portalu Tomasza Lisa natemat.pl i zajadał się "Kaczką po Smoleńsku"

Pomiędzy zakupami w modnych i drogich sklepach, w których wydawał pieniądze z konta fundacji pomagającej dzieciom - ujawnił tygodnik "Wprost" - Jakub Śpiewak zajmuje się m.in. pieczeniem „Kaczki po Smoleńsku”. Prezes fundacji „Kidprotect” podając na swoim blogu przepis na owo danie zastanawia się głośno czy „aktywiści Prawa i Sprawiedliwości jadają kaczki”.

Cztery miesiące temu, w tekście promowanym przez portal Tomasza Lisa www.natemat.pl Śpiewak dzielił się z Polakami problemami gastrycznymi biadoląc, że „rzyga Smoleńskiem”.

Tymczasem – jak twierdzi ten dyżurny ekspert ds. społecznych zapraszany regularnie do wielu mediów– „zasługuje na to by żyć w normalnym kraju”. „Chcę, byśmy rozwiązywali realne problemy. Nawet jeśli jakaś grupa, kierując się własnymi fobiami i urojeniami, będzie tupać i krzyczeć. Niech tupią i krzyczą. Może w końcu im się znudzi. Mam w głębokim poważaniu czy brzoza ścięła skrzydło czy odwrotnie. Nie interesuje mnie, czy Władimir Putin i Angela Merkel osobiście strzelali niedobitkom w głowy”.

Czym jeszcze jeszcze zajmuje się pan Jakub Śpiewak? Na pewno wydawaniem cudzych pieniędzy. Jak wynika z materiałów prokuratury, do których dotarł „Wprost”, zdefraudowano środki wpłacane na konto fundacji przez prywatnych sponsorów i instytucje państwowe, a gotówkę wydano m.in. na drogie ciuchy.

Z wyciągów bankowych za 2011 roku wynika, że na koncie znajdowały się tylko pieniądze fundacji. Jedyną kartę płatniczą do konta posiadał Jakub Śpiewak. Na co wydawał pieniądze środki przeznaczone m.in. na pomoc dzieciom i kampanie przeciwko pedofilii? Na wyciągu bankowym z konta fundacji za 2011 rok widnieje kilkadziesiąt płatności w sklepach z luksusową odzieżą.

Jak wynika z dokumentów śledztwa do których dotarł "Wprost" Jakub Śpiewak jednorazowo potrafił zostawić w kasie butików ponad 2000 zł. W sumie, w samych tylko sklepach z odzieżą, w ciągu roku wydał prawie 30 tysięcy złotych. U jubilera zostawił 685 złotych, w perfumeriach i sklepie z zegarkami - prawie 6 tysięcy, a w aptekach i księgarniach - prawie 4 tysiące złotych. W sklepie z oprawkami do okularów wydał ponad 3 tysiące złotych.

Na wyciągu można również znaleźć przelew na konto biura turystycznego TUI na prawie 6 tysięcy zł - to oplata za wakacje Śpiewaka i jego narzeczonej w Turcji. Trudno którykolwiek z tych wydatków zaliczyć do związanych z działalnością fundacji.

W ciągu kilkunastu miesięcy, (od stycznia 2011 do marca 2012) które uwzględnione są na wyciągach, kilkadziesiąt razy podejmowano też gotówkę z bankomatów - od 300 do 5000 tysięcy złotych. W sumie z bankomatów wypłacono aż 170 tysięcy złotych.

Kidprotect.pl dwa razy był beneficjentem akcji "1% z podatku".

Sam Śpiewak zdążył już „pokajać się” za defraudację pieniędzy – oczywiście na portalu natemat.pl – gdzie tłumaczy: „Umiem robić różne rzeczy (…), ale nie umiałem być szefem fundacji gdy ta się rozrosła. Nie umiem zarządzać ludźmi, nie umiem sprawnie pozyskiwać środków na działalność. Przede wszystkim jednak okazuje się, że jestem bałaganiarzem, człowiekiem niefrasobliwym”.

Z Fundacją o zaległe pieniądze i świadczenia w sądzie pracy walczą byli pracownicy, a śledztwo w sprawie Fundacji od listopada prowadzi prokuratura.