Skip to main content

„To co się stało z Poznaniem, w głowie się nie mieści”

„Szczuny z Łazarza” – mówili o nich. To nastoletnie dzieciaki zdobywały więzienie na Młyńskiej i sąd, skąd wyrzucano przez okna akta, które płonęły na chodnikach. „Precz z Ruską demokracją” – taki napis niosły na… szkolnej tablicy, był też transparent „Polska katolicka a nie bolszewicka”. 13-letni Romek Strzałkowski zginął, a 14-letni Jurek Majchrzak został ranny. - Pochodziłem z rodziny patriotycznej. Dziadek był powstańcem wielkopolskim. Poznań był kiedyś ostoją całej Polski, nie można porównywać go z obecnym. To co się stało, w głowie się nie mieści – mówi Jerzy Majchrzak w programie „Wywiad z chuliganem”. Mocna rozmowa o tym, jak wybuchło poznańskie powstanie i niesamowitej historii rodziny Majchrzaków - polecamy.

Jak mówi żartobliwie Jerzy Majchrzak, manifestanci podjęli pierwszą próbę… reformy wymiaru sprawiedliwości. Na Młyńskiej tłum zdobył nie tylko więzienie, ale i gmach sądu.  - Wyrzucano wszystkie dokumenty przez okna i palono. Góry dokumentów na ulicy się paliły. A na Kochanowskiego była już wojna, kule leciały górą i dołem.

Jerzy Majchrzak jest dziś szefem Stowarzyszenia Poznański Czerwiec ’56, ale historia całej jego rodziny jest niesamowita. Jego dziadek bił się w Powstaniu Wielkopolskim, był zapaśnikiem walczącym w cyrku, który nie mógł nikomu uścisnąć ręki, bo połamałby palce. Ojciec, który miał przed wojną warsztat szewski, skazany przez Niemców na karę śmierci, uratował się cudem. Sam Jerzy Majchrzak, w 1956 r. rok starszy od Romka Strzałkowskiego, został ranny. Jego syn Piotr Majchrzak został zabity przez ZOMO w stanie wojennym. Młodszy brat Piotra Radosław Majchrzak był do niedawna szefem Stowarzyszenia Kibiców Lecha Poznań, które upamiętnia poznańskie powstanie.

- Udało się zdobyć dom partii, gdzie siedzieli sami znienawidzeni sekretarze, którzy pouciekali. A wtedy było tak, że dyrektor w zakładzie pracy nie miał nic do powiedzenia, bo rządził sekretarz partii. Ludzie wyszli na dach, łamali czerwone flagi i wszystko leciało na dół, w tym popiersia Lenina i Stalina – opowiada Jerzy Majchrzak.

Do robotników wyszedł Wincenty Kraśko, sekretarz KW PZPR ds. propagandy, dziadek dziennikarza Piotra Kraśki, który kłamał, że nikt nie został zatrzymany, podczas gdy robotnicy z ZNTK wiedzieli, że ich kolega Czesław Rutkowski aresztowany został dzień wcześniej. – Niemal go zlinczowali – wspomina Jerzy Majchrzak.

Mocna rozmowa o „szczunach” z Łazarza, które tworzyły i historię oraz nierozliczeniu komunistycznych zbrodni - pollecamy.