Skip to main content

Eksplozja w Bejrucie związana z Hezbollahem? Jej lider groził, że użyje azotanu amonu

Źródło - portal niezalezna.pl 
autor: Wiktor Młynarz
 
Wiele osób łączy eksplozję w porcie w Bejrucie z Hezbollahem. Dziennikarze Jerusalem Post przypomnieli, że ta organizacja od dawna zbiera azotan amonu – a jej lider w przeszłości groził użyciem go przeciwko Izraelowi. 

We wtorek stolicą Libanu, Bejrutem, wstrząsnęła potężna eksplozja. Światowe media pokazały kolumnę ognia i dymu, która przywodziła skojarzenia z bombą atomową. Kiedy opadł kurz okazało się, że miała ona miejsce w porcie, w pobliżu centrum i wielu popularnych atrakcji turystycznych. Życie w niej straciło co najmniej 100 osób a ponad 4 tysiące odniosło rany, chociaż liczba ofiar może jeszcze wzrosnąć gdyż nadal trwają poszukiwania. Na razie nikt nie jest pewien co spowodowało tak potężną eksplozję. Początkowo media raportowały, że na skutek pożaru wybuchł magazyn fajerwerków. Premier Hassan Diab ujawnił jednak wkrótce, że wybuchło ok. 2750 ton metrycznych azotanu amonu. Ten związek chemiczny jest normalnie używany jako nawóz mineralny, ale jest również składnikiem wielu materiałów wybuchowych, a relatywna łatwość dostania go sprawiają, że od dawna jest ulubionym materiałem terrorystów. Rząd Libanu ujawnił, że materiał ten został lata temu skonfiskowany i był przechowywany w tym portowym magazynie bez żadnych zabezpieczeń. Sam wybuch miał być spowodowany przez nieostrożnego spawacza. 

To dlaczego tak gigantyczna ilość tego niebezpiecznego związku znalazła się w portowym magazynie zastanawia wiele osób. Dziennikarze Bloomberga odkryli przeglądając branżowy portal Ships Arrested, że azotan amonu w tym magazynie został najprawdopodobniej skonfiskowany z płynącego pod mołdawską banderą z Gruzji do Mozambiku statku, w 2013 roku. Normalnie jednak przejęta kontrabanda albo zostałaby dawno sprzedana albo zniszczona. Odpowiedź na pytanie kto miał wystarczająco dużo władzy aby sprawić, że zamiast tego trafi do magazynu i komu potrzeba było aż tyle materiału wybuchowego jest dla wszystkich oczywista – Partia Boga, znana lepiej pod arabską nazwą Hezbollah. 

Korzenie Hezbollahu sięgają krwawej wojny domowej w Libanie, która trwała od 1975 do 1990 roku i na długie lata zdewastowała ten kraj. 3 czerwca 1982 roku Organizacja Abu Nidal powiązana z Al-Fatah (dawniej Palestyński Ruch Wyzwolenia Narodowego) dokonała nieudanego zamachu na ambasadora Izraela w Londynie Shlomo Argova. W odpowiedzi Izraelczycy zbombardowali pozycje Organizacji Wyzwolenia Palestyny w Bejrucie, co spotkało się z kontratakiem przy pomocy rakiet. Trzy dni po nieudanym zamachu Izrael dokonał interwencji zbrojnej w Libanie chcąc wyrzucić z niego siły OWP. Iran wysłał więc do Libanu kontyngent 1200 instruktorów z Gwardii Rewolucyjnej, którzy mieli tworzyć w tym państwie antyizraelski ruch oporu – który wkrótce przyjął zaczerpniętą z Koranu nazwę Partia Boga. 

Prawdziwa władza Hezbollahu nad Libanem jest trudna do oszacowania. Są najpopularniejszą obok Amalu partią reprezentującą szyitów, jednak w 128-osobowym parlamencie mają zaledwie 14 posłów. Zdaniem licznych ekspertów Hezbollah ma jednak ogromne wpływy za kulisami oficjalnej polityki i nic w Libanie nie dzieje się bez ich zgody. Nie jest tajemnicą, że Hezbollah od dawna próbował zebrać jak największą ilość wybuchowego nawozu. Już w 2008 roku amerykańskie służby namierzyły transport 400 ton tego środka, który irańska firma SAD Import Export, będąca najprawdopodobniej przykrywką dla tamtejszych służb, wysłała do Omanu a który docelowo miał się znaleźć w magazynach Partii Boga. Pięć lat temu brytyjski Telegraph ujawnił też, że trzymali trzy tony nawozu w magazynie w Londynie, gdzie przejęło go MI5 i londyńska policja. Setki kilogramów znaleziono też w tym roku w Niemczech. 
Jak informuje Jerusalem Post Hezbollah próbował również zdobyć ten środek z Syrii od co najmniej 2009 roku. W tym celu próbowali przejąć władzę nad libańskim ministerstwem rolnictwa. Sprowadzenie przez ministerstwo nawet dużych ilości bądź co bądź nawozu nie wzbudziłoby raczej niczyich podejrzeń. 

Dla wszystkich jest jasne, że tak duże ilości azotanu amonu raczej nie miały posłużyć do budowy normalnych bomb. W 1995 roku amerykański terrorysta Timothy McVeigh zdetonował ładunek wykonany z mniej niż 2,5 tony tej substancji w Oklahoma City, zabijając 168 osób, raniąc niemal 700 kolejnych i niszcząc 324 budynki i 86 samochodów. W samym magazynie w Bejrucie było tyle nawozu, że można by z niego zbudować 2 tysiące takich bomb. Eksperci podejrzewają, że Hezbollah chciał go użyć do stworzenia czegoś w rodzaju broni masowej zagłady. A ich cel mógł być tylko jeden – Izrael. 

Jerusalem Post dotarł do nagrania przemówienia Hassana Nasrallaha, obecnego lidera Hezbollahu do swoich zwolenników w którym opowiedział im o podobnym planie. Powiedział im, że w izraelskim porcie w Hajfie znajduje się magazyn w którym znajduje się azotan amonu oraz 15 tysięcy ton gazu. Stwierdził, że „eksperci” powiedzieli mu, że jego eksplozja w tym miejscu byłaby podobna do eksplozji bomby atomowej. Stwierdził, że po konsultacjach z ekspertami doszedł do wniosku, że eksplozja nawozu w Hajfie kosztowałaby życie dziesiątki tysięcy Żydów.

Tamto przemówienie miało miejsce w 2016 roku. Rok później ponownie wspomniał o azotanie amonu. Tym razem powiedział na antenie stacji telewizyjnej Al-Mayadeen, że kilka dni wcześniej podjęto decyzję o opróżnieniu tych zbiorników gdyż „ruch oporu” zbyt często o nich wspominał. Wspomniał też, że do portu regularnie wpływa statek z nawozem na pokładzie i ostrzelanie go rakietami mogłoby spowodować eksplozję równą sile pięciu bomb atomowych.